To miał być "dzień matki"   / Krzysiek Ewelina i maleństwo przybyli wczoraj na szybowisko,Ewelina polatała a Krzysiek napisał:


To miał być "dzień matki", tzn. Ewelina po roku od ostatniego oderwania się
od ziemi na paralotni, po 3 miesiącach po porodzie, z lekką nieśmiałością i
niepokojem,miała sprawdzić czy po tak długiej przerwie jeszcze będzie coś
pamiętać i wzniesie swoje nie pamiętające czym jest intensywny trening
ciało.
A ja tym razem miałem być tym co łazi, przygląda się...daje upierdliwe
komentarze i zasypuje irytującymi poradami "znawcy" i przy okazji...jest
operatorem wózka.

W Legnicy od dwóch dni chmury, mżawka (w nocy czasem więcej niż mżawka),
podobną aurę odnotowaliśmy po obudzeniu się w sobotę o .. 10:00 :)
- Zadzwoń do Andrzeja, jeśli będzie ktokolwiek to jedziemy rekreacyjnie i
zobaczymy na miejscu co będzie -
Oczywiście już nas nie zaskakuje odpowiedź typu: "w Mieroszowie to wczoraj
się holowali i dzisiaj też planują latanie" :)
Widzieliśmy to nie raz. Siadając w Legnicy do komputera po dniu pełnym
chmur, deszczu...czytamy aktualności na Aeromanii z dzisiejszego dnia, a
tam.......zdjęcia z zatłoczoną od sprzętu latającego górką w pięknym świetle
słońca :)
Jedziemy. Wyruszyliśmy "na Szlachtę" czyli bez pośpiechu, spokojnie ...
równo o 12:00 :)
Zajeżdżamy 13:30.
I .............tu też są chmury :D Wchodząc, mijamy się i żegnamy z kilkoma
paralotniarzami. Natomiast kątem oka na drugim planie widzę, że Andrzej
pakuje rzeczy na Ruraka, a na górce jest rozłożonych kilka lotni, więc
raczej się nie 'zwijają', a dopiero...'rozkręcają'.
Paralotniarze szybko przekazują powody swojej rezygnacji z dzisiejszego
dnia: słaby wiatr, mokra trawa, błoto.
Ale jak to Polak, a może jak to homo sapiens - skoro taki kawał
przyjechaliśmy to nie wrócimy tak po prostu ... z niczym :)
- Dawaj kobieto, najwyżej będziemy suszyć, ale przynajmniej raz musisz
zlecieć - rzekłem motywując, a w duchu ucieszyłem się, że to nie ja dzisiaj
będę się w taką pogodę ścierał :D Bo ja dzisiaj normalnie, pełna kulturka,
wyjściowo ubrany z zadowoloną miną chwyciłem za wózek i rozpoczęliśmy
marsz....z zadowoloną miną ... póki nie weszliśmy na łąkę. Już po paru
minutach żałowałem, że jednak nie mam dzisiaj stroju 'roboczego' - łąka
okazała się być bardziej...trzęsawiskiem :)
Całe szczęście, że jednym z ważnych elementów rekreacji jakim jest
paralotniarstwo - jest dla mnie kontakt z naturą. Cieszyłem się nią więc jak
mogłem: Witaj łączko! Witaj błotko pod łączką! O? Witajcie stado
krówek!....witajcie mokre, śliskie krowie placki :D
A propos krówek, ostatni tak bliski kontakt z bydłem hodowlanym to miałem
chyba w podstawówce i gdy teraz 3 krowy zatrzymały się i zaczęły nam się
baczniej przyglądać gdy wchodziliśmy pomiędzy ich stado...trochę zwątpiłem
czy to czegoś nie znaczy :> Oczywiście szybko odwróciłem sytuację tak, żeby
wyglądało że to Ewelina zwątpiła i głośno uspokajam:
- No co ty. Słyszałaś kiedyś o wypadku, żeby krowa zaatakowała człowieka ?
- No masz rację.
- No widzisz.
- Ale o byku taranującym człowieka słyszałam - Ajjj, znowu otrzeźwienie
umysłu. Szybki rzut okiem w wiadome okolice części ciała krów. Mimo lat
jakie minęły od ostatniego bezpośredniego kontaktu z bydłem, odróżnienie
krowiego cyca od byczego...niecyca było intuicyjnie łatwe. Odetchnęliśmy z
ulgą.

A na górce już pierwsze starty lotniarzy. Ze wstępnych obserwacji wyliczyłem
stan osobowy na około 7 osób. Kursanci, kadra (Andrzej, Monika,
Wojtek)...młodsza kadra Paulina ;)
- Tak - pomyślałem - kadra nawet w taką pogodę nie zawodzi ;)
Pogoda - nikomu nie przeszkadza. Deszcz nie pada, wilgoć trawy lotniom aż
tak nie szkodzi. Jest spokojnie. Idealnie dla kursantów. Co więcej, w taką
pogodę nie ma tłoków i niebezpieczeństw z tym związanych.
Startują raz za razem. Całą górkę i łąkę mają dla siebie.
Widok stojących na górce lotni dodatkowo urozmaica lotnia o niestandardowym
kształcie oraz...ruchomych 'lotkach' na górnym poszyciu. Nie małym
urozmaiceniem jest również jej nazwa: EXxtacy - każdy skojarzy sobie to
nazwę - z czym lubi:P
Na darmo tam nie stała i w końcu Andrzej zademonstrował jak "to to" lata.

Przy tzw. "rozmowach pomiędzy jednym startem a drugim", zasłuchałem też
takie oto luźne przemyślenia lotniowych adeptów:
- Jakoś lepiej się lata...mam więcej energii i siły ? Jakoś jest więcej
lotów, szybciej trwa od momentu wylądowania do kolejnego startu?
- Może to przez to, że w lecie i upale to słońce wypala głowę i wysysa
energię i wszystko zwalnia.

I na koniec dnia pomyślałem, że to może jednak wcale nie była taka zła
pogoda na latanie ?

PS Ewelina zleciała dwa razy (słaby wiatr lub częściej jego brak,
spowodował, że większość czasu spędzonego przez nią na górce to czekanie,
ale jak mówili mi lokalni fachowcy gdy zaczynałem kurs 3 lata temu: "Latanie
to czekanie na nie" :)). Ale te dwa razy wystarczyły, żeby
odzyskała..."wiarę w siebie". Dała radę fizycznie, ciało pamiętało odruchy i
procedury. Jak podsumowała: "A tak mnie straszyły te wszystkie koleżanki, że
po dziecku to się traci formę, nie ma się na nic czasu i 'kończy się
życie'".
Oprócz odzyskania wiary, przypomniała sobie jakie unoszenie się ponad
ziemski stan jest..."nieziemskie" ;) Rok przerwy to na tyle długi czas, że
zapomniała jakie to uczucie i dziś, jakby odczuła ja pierwszy raz - od nowa.

Resize_P20-11-10_15.19

 Ewelina- brak stałych kontaktów lotnych b.żle wpływa na ...    

                                                                                                               Foto: Krzysiek

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com