Niedziela zapowiadała się "nie lotnie", przynajmniej dla niedoświadczonych pilotów takich jak Ja. Umówiłem się w Mieroszowie ze znajomymi, mieliśmy obejrzeć skrzydełko i ewentualnie je przetestować, jednak skrzydełko nie dotarło na miejsce, a my zamiast latania uraczyliśmy nasze podniebienia pieczonymi kiełbasami ;) W Mieroszowie było przynajmniej z 50 paraglajciarzy, co lepsi już dawno w powietrzu.

Wiało jak cholera, a ponieważ Heniu nie miał na czym pofruwać, szybko zwinął się do domku ... to i Ja postanowiłem zabrać się z powrotem ... jednak przed zjechaniem do domku, postanowiłem rozmówić się z moim Instruktorem. Andrzej akurat wrócił z Chorwacji i postanowił rozgrzać się trochę ;D przy pomocy wyciągarki ;) Nie zabrakło też Pauliny, która próbowała wyskrobać się na żagiel czekając na Hol ... Ku mojemu zaskoczeniu ;D Andrzej miał przygotowanego Glajta :D jakby specjalnie na mnie czekał, a że wiało trochę za mocno na wyciągarkę ... wysłał mnie obok Pauliny ;) ... Przy rampie wiało z dobre 4m/s ... Paulina z jeszcze jednym chłopakiem od nas z grupy holującej się na 2 etapie, którego imienia jak zawsze nie pamiętam (Pozdrawiam wujka Alzheimera), odbyła już kilka prób wyskrobania się na żaglu ... jednak chyba akurat wiało za słabo by wystrzelić nad drzewa ... Poczekałem chwilę na podmuch ... postawiłem glajta, tylko kątem oka rzuciłem na linki gdy poczułem, iż już odrywam się od ziemi ... ledwo obróciłem się w uprzęży a pod stopami miałem 5m ... wiatr ciągle ssał mnie coraz wyżej ... przy pierwszej pętli wystrzeliłem ponad drzewa jednak po paru ósemkach wiatr osłabł i myślałem, że latanie się skończyło ... gdy po chwili znowu wystrzeliłem do góry ze zdwojoną siłą ... Już latałem około 15 minut gdy przypomniałem sobie o GPSie ... jednak nie bardzo miałem do tej pory czas go włączyć .... W sumie był to mój pierwszy lot żaglowy ... wiało bardzo mocno, wręcz za mocno, momentami stałem w miejscu idąc pionowo do góry ... GPS odnotował też troszkę lotu negatywnego ... Oczywiście przez cały czas walczyłem by przebić się do przodu od pierwszych minut lotu, z daremnym skutkiem ... po około 30 minutach gdy zobaczyłem, iż rampa jest już z 20 metrów przede mną ;) przypomniałem sobie o speedzie ;> - jednak na wciśniętej belce speeda do połowy ... dalej stałem w miejscu, dopiero 3/4 speeda pozwoliło mi przebić się do przodu ... Gdy wyskrobałem się przed rampę znowu odpuściłem speeda ostro w lewo ... i tak w kółko ... Byłem jedynym glajciarzem wówczas latającym nad szczytem i szybko zleciało się kilku zazdrośników, dokładnie robiąc to samo co ja ... Pierwszy doleciał do mnie na lotni Fernando - który na skrzydełku miał kamerę - lataliśmy w kółko przez dobre parę minut ;D więc na pewno mnie uchwycił ... muszę zabrać od niego film ;D

To był chyba pierwszy lot, w którym przemarzłem i ścierpła mi dupa ;D nie wspomnę o strachu jakiego się najadłem walcząc z silnym wiatrem, który spychał mnie na zawietrzną ;D - dupę uratowały mi oczywiście rady instruktora ;), który zresztą przeleciał kilkukrotnie obok mojego stojącego w miejscu glajta na lotni :D goniąc mnie do przodu, przyprawiłem go o kolejny siwy włos :D, od razu wylądował i zaczął mnie gonić przez radio ;) ... na szczęście wiatr zaczął słabnąć i mogłem się powoli przebijać ... Mniej więcej po około godzince ... wiatr znacznie osłabł i powoli pełznąłem do przodu bez speeda, uznałem, iż to dobry moment na wylądowanie ( wcześniej było by to niemożliwe, nie dałbym rady przebić się do przodu na tak wolnym skrzydle a speeda używałem 1 raz w życiu ... ). Wiaterek osłab tak bardzo, iż wszyscy glajciarze pospadali zaraz za mną, choć przy lądowaniu było bardzo ostro ... rzucało mną jak workiem kartofli i ledwo byłem w stanie przechylać się w uprzęży ... w sumie też pierwszy raz doświadczyłem takiej trzepaczki przy lądowaniu ...

Po wylądowaniu ... zjebka (słuszna) oraz gratulacje (zasłużone) ... no i zazdrość w oczach Pauliny (bezcenne) ;D

Poniżej fragment lotu z GPS ...

Oraz profil wysokości ...

To chyba mój najbardziej emocjonujący lot ... pełen co chwile zaskakujących mnie rzeczy ...

Cały czas skupiony, podekscytowany i przede wszystkim przestraszony ...

W sumie mam już cały niezbędny nalot do Świadectwa Kwalifikacji Pilota Paralotni :D - choć muszę to jeszcze wszystko wpisać i przeliczyć :D

Nie zostaje mi nic tylko podziękować Andrzejowi ;) ... za zajebistą Niedzielę :D

Zapraszam również na mojego bloga http://xiob.pl

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com