Wyrwane z piersi wiatru
Jak dotąd myślałem, iż niektóre moje marzenia przypominają pogoń za cieniem, za każdym razem na przeszkodzie stawały mi jak nie problemy materialne to zdrowotne.Patrząc w niebo uświadamiałem sobie własne granice, których nigdy nie przekroczę, a linia horyzontu wydawała się bliższa niż marzenia o lataniu.
Zupełnie przypadkiem rozmawiając o skoku na bungee, przywołałem wspomnienia pierwszych lotów paraglajtów jakie obserwowałem ponad 10 lat temu w Szczyrku. Razem z kolegą postanowiliśmy dowiedzieć się ile to tak naprawdę kosztuje !!! Zaskoczenie było ogromne, gdy Andrzej Binkowski powiedział, iż kurs I stopnia można zrobić już za kilka set złotych. Sprawa nabrała rozpędu i już po chwili mieliśmy weekendową grupę paraglajciarzy w skład której wchodziły dwie piękne kobiety. Początki przygody z glejtem rozpoczęliśmy od kilku prostych ćwiczeń, w których ku naszemu zdziwieniu lepiej radziły sobie dziewczyny, pierwsza też od ziemi, już drugiego dnia szkolenia, oderwała się Beata:
Późniejsze weekendy to nieustające pasmo sukcesów i nielicznych pomyłek, niezapomnianych wrażeń dostarczył nam Mirek potrójnym saltem, oraz Agnieszka przepięknym przyziemieniem. Liczba naszych dupo-zlotów, bo tak nazywaliśmy potocznie nasze loty, rosła w zastraszającym tempie. Po 2 weekendach każdy z nas miał odbyte około 20 lotów, których średnia wysokość wynosiła 30 metrów, a długość ok 250-300m. Podczas tych dupo-zlotów nauczyliśmy się startów metodą klasyczną i alpejską, prawidłowego podejścia do lądowania, oraz wykonywaliśmy nasze pierwsze zakręty. Każdy dzień spędzony na podniebnych zmaganiach dostarczał niezapomnianych wrażeń, przez nasze opowieści nawet w miejscu pracy mieli nas już wszyscy powoli dość, z coraz to większą zazdrością patrząc w niebo. Niestety okres wakacyjny rozdzielił losy naszej grupy. Część po zakończonym I etapie udała się na zaplanowane wcześniej urlopy, jednak część zapaleńców od razu przystąpiła do II etapu, w którym to zaczyna się prawdziwe latanie, zwłaszcza przy użyciu wyciągarki !!! - takie bungee tylko w górę :D

Tuż przed startem, rajtuzy falują ;)


Run Forrest Run !!!


Mała korekta i pełen gaz …

Zapis z mojego telefonu komórkowego eksportowany do Google Earth – nie ma to jak nowoczesne zabawki za 1 zł ;D

Pierwszy lot holowany 211m nad ziemią, około 3 km w powietrzu i całość trwała z 10 minut ... Wrażenia nie do opisania ...
Odchodząc na chwilę od moich zmagań z paraglajtem chciałbym podkreślić chyba to co najważniejsze. Mieroszów to nie tylko świetne miejsce na podniebną rekreację i wypoczynek, to przede wszystkim ludzie, którzy tworzą w tym miejscu tak niezwykłą atmosferę, nigdzie indziej nie spotkałem się z taką życzliwością i koleżeństwem. Nigdy nie musiałem specjalnie czekać czy prosić o pomoc zawsze był ktoś w pobliżu, kto służył pomocną dłonią, obserwował nasze zmagania, chętnie udzielał rad czy też pomagał rozwiązywać chwilowe trudności.
Szybowisko tworzą ludzie związani wspólną pasją, lotniarze, paralotniarze, szybownicy … to dzięki nim, szkolenia i przygoda w Mieroszowie, dostarczyła nam niezapomnianych wrażeń.
By oderwać się od ziemi wystarczy przestać gonić Cień, a zacząć podążać za marzeniami, wówczas już nigdy nie wróci się na ziemie ...
Lato na Lotni 2010 – Szybowisko Mieroszów
Zapraszam również na mojego bloga http://xiob.pl












