Motolotnie i Moskito w urodziny 2011
Lato 2011 a raczej czerwiec byl wyczerpujacy . Choc pogoda Tropikalna i niewiele slonca dalem sobie w gaz przeciagajac zwloki tu i tam . Najpierw Mieroszow i usciski z Przyjaciolmi . Wspolna rechabilitacja Tandemu GTR Moyes . Wreszcie podpatrzylem jak sie fachowo trafia w otwory wiercac rury Lotni pod katem prostym .


Podpatrzylem Andrzeja ! Niekazal fotografowac bo warunki polowe . Liczy sie precyzja sufmiarki

Tropikalna pogoda zawsze towarzyszy mi w czasie pobytu w Polsce . Co za Pech . To tylko 430 km od Monachium przez Prage do Polski . Widac , ze nalezy na urlopy wybierac inna szerokosc geograficzna . Na 22 dni wolne od pracy mialem 10 dni slonecznych a kilka lotnych . Albo silne wiatry z soczewkami albo Tropik przy pelnym pokryciu . Jak tu robic nalot termiczny ? Dobrze ze mam jeszcze " pierdzipieda " Motolotniowego . Andrzej znalazl czas na Wspolne latanko na Moskito . To jakos utopilo rozpacz latania na tej szerokosci geo. W Mieroszowie pojawil sie Basen kompielowy . Stalo sie to niesamowita atrakcja " Rozbierana " na Fly Ranczo . W towarzystwie Wojtka Brazila odpowiedzialnego Inzyniera za sprawnosc techniczna Basenu i jakosc wody przetestowalem glebiny pieskiem i zaba . Jakosc wody jest kontrolowana i musze przyznac , ze glebia i wypornosc daje pelna swobode w plywaniu . No wreszcie w Mieroszowie prawie jak na Walaby Ranch w USSSA

Niezapomniana atrakcja dla " szczura miejskiego " byl wspolny wyjazd z Paulina do jej stada Koni pasacych sie prawie na dziko na preri mieroszowskiej . Klacze pasly sie z mlodymi zrebakami kilometr od Banderozy . To byla dla mnie prawdziwa Bonanza , kiedy Paula posadzila mnie w siodla na prawdziwej kobyle Alfa . Wrazenie bombowe , ale kobyla sie obrazila i nie chciala zrobic ani kroku do przodu . Prosilismy ja wspolnie a Paulinka wielokrotnie powiadala WIO OOOOO a Kobyla PRRRRR . Myslalem , ze siedze na wyrosnietym Osle . Po dziesieciu minutach siedzenia zrozumialem , ze kobyla chce " Buzi " a potem Wioo . Zlazlem z siodla a Buzi nie dalem starej szkapie . Tak na prawde boje sie zwariowanych koni , ktorych potrafo sploszyc do galopu jadacy rower albo pisk myszy . Moim niespelnionym marzeniem sa Powozy w zaprzegach . Rodzaj jazdy bardzo bezpiecznej od jazdy wierzchem . Paulina w akcji Tresera - no WIOOOO

Po jezdzie konnej i dlugiej rozmowie z Rodzicami Pauliny , jak sie zyje na Ranczo pojechalem na Szybowisko razem z Pekna Studentka Architektury . Ta Dama jezdzi Ami Jeepem i Motorem Enduro z plakietkami Red Bulla !!!!! Panowie Tego jeszcze nie bylo w Zenskim Personelu Lotnym . Na Ranczo Pan Andrzej wydobyl z hangaru historyczna Lotnie budowana przez siebie seryjnie pod nazwa LOTUS . Mojej ciekawosci nie bylo konca i zameczalem konstruktora pytaniami . W koncu Pani Studentka zaprezentowala nam rewie mody przymierzajac Lotniczy kombinezon Skaylein . W czasie przymiarki nie zobaczylismy nawet golej lydki . Ach te kobiety ???

Bylo tez latanko Motolotniowe na Pasazera . Widok na Fly Ranczo - Mieroszow . Tu naprawde odpoczywamy

Po Mieroszowie wypad do Tworzyjanowa Partnerskiego Lotniska Motolotniowego . W Pokoju Pilotow jak zawsze mozna zastac samych Gawedziazy kilku pokolen

Za domem Pana Stanislawa rosnie wiekowa czeresnia w ksztalcie Bansaya . Pamieta ona jeszcze chyby Napoleona . Kiedy ja namierzylismy miala na sobie Tone czeresni . Jak zwykle dorwalismy sie do owocow az wylazily one nam uszami . Potem jak zwykle posiedzenie przed lotem ale na porcelanie .

Co to byla za rozkosz to opowie wam Andrzej - Tadeusz - Adas i Brazil

Prezes Rokersikow Wojciech - Guma postanowil przeciagnac mnie po pierwszych dalekich Trasach . Na Poczatek wybral ladowisko Aeroklubu Walbrzych w Swiebodzicach . Wystartowalismy w tropikalne pozne popoludnie i przelecialem wreszcie komin w Pszennie nad ktorym wyczepiono mnie 30.05.1978 na Musze Standard do samodzielnego przelotu powrotnego do Jelenij Gory ( 54 km ) . Dech zapieral piersi a historyczny Film przelecial po glowie w sekundach .

Lot do Swiebodzic trwal 34 minuty , ale dla mlodego to byla wiecznosc

Ladowanie bylo OK ale zaskoczyla nas nierownosc pasa poryta przez Dzikie swinie . Szkoda ze mysliwi o tym nie wiedza - byl by gulasz .

Maraton latania konczyl sie w Tworzyjanowie na Moskito dzieki uprzejmosci Andrzeja . Laszowanie odbylo sie ze spinka Tylka ale pomyslnie . Start na pelnym gazie i niestety moj sprint nie wyglada juz tak jak mialem 18-cie lat . Nie dlugo bede biegal z laska . Tylko powierzchniowo duze lotnie zapewniaja komfort na rozbiegu a lotnia przy slabym wietrze nie chce przepasc . Ciag silnika jest absolutnie wystarczajacy aby miec radoche w Bzykaniu . Wykonalem trzy starty ktore pozwolily mi absolutnie przelamac psyche . Czekam na powrot mojego zbiornika paliwa z Serwisu i jazda . Sezon jeszcze trwa
Na starcie Szkola Lotniowa - Pas wolny

To Moskito zapamietam na dlugo












