Wybór lotni.

Witam,
Opiszę swoją drogę wyboru skrzydła, ponieważ w dalszym ciągu jestem lotniowym "cieniasem" to co jest poniżej jest tylko "do poczytania sobie" a nie prawdą absolutną wedle której należy podążać w kierunku doskonałości w lotniarstwie.
O lotniach zacząłem myśleć 3 lata temu, kiedy to zaczęło mnie znów ciągnąć do latania po zarzuceniu paralotniarstwa z powodów których nie będę tutaj poruszał. Bardzo szybko trafiłem na lotnie.pl i przeczytałem wszystko co było od deski do deski i na bieżąco śledziłem forum. Czując się (teoretycznie) dość dobrze w tematyce lotniowej widziałem swoją drogę następująco: zrobię podstawowe szkolenie, pójdzie szybko bo przecież latać potrafię (poza kilkunastoma godzinami na glajcie mam duże doświadczenie w lataniu na termice zdalnie sterowanymi modelami szybowców) i tylko muszę się tylko nauczyć pilotować lotnię a potem jak najszybciej kupuję używkę Discusa (chodziły wtedy 15-stki w dobrej cenie na giełdzie i nawet miałem zamiar kupić go sobie "na zapas"), góry mam pod nosem, oblatane przez kilka lat uprawiania paralotniarstwa i modelarstwa. To że Discus nie jest lotnią dla początkujących nie przerażało mnie, byłem pewien że sobie z nim poradzę.
Moja wizja zmieniła się w zderzeniu ze szkoleniem w Mieroszowie rok temu w sierpniu. Nabrałem wtedy pokory do lotni jako sprzętu latającego i zacząłem się bać, szczególnie po tym co się człowiek naogądał podczas szkolenia albo sam narobił na lotni. Zacząłem czytać hanggliding.org oraz grupę dysusyjną FLPHG na yahoo.com, jako że interesował mnie też napęd lotniowy mosquito za sprawą entuzjastycznych artykułów w internecie Leszka Wojtasiewicza, Daniela Kowalczyka w PLAR i Richarda Cobb-a w Hang Gliding Magazine i na jego stronie wind-drifter.com i świadomości co do realiów swobodnego latania zwykłego śmiertelnika w naszym kraju, wyrobionych podczas kilku lat uprawiania paralotniarstwa. Na razie nie miałem problemów z lotnią gdyż w dalszym ciągu latałem na szkolnych Marsach i Polarisach, ale sprawa nabrała tempa gdy zupełnie przypadkowo nabyłem z Mosquito NRG z drugiej ręki w rewelacyjnej cenie (tym przypadkiem było poszukiwanie kominiarki pod kask na allegro w kategorii paralotnie). Poszukiwania lotni zawęziły się do takiej, na której będzie dało się latać swobodnie a także z mosquito, problemem okazała się moja masa startowa, która z mosquitem wynosi 120 kg. Lektura grupy FLPHG (naprawdę polecam ją wszystkim mosquitowcom, można sobie ściągnąć jej archiwum ze strony wind-drifter.com i wygodnie przeglądać, przeszukiwać przy pomocy programu Personal GroupWare) wskazała typ lotni: z otwartym i pływającym dźwigarem. Ze względu na moją masę startową odpadły znane, sprawdzone i dostępne w dobrej cenie lotnie takie jak SynArgie Club 15, Aeros Target 16, Fistenwalder Perfex. Perfex i Impuls oraz inne starsze konstrukcje nadające się wagowo odpadły ze względu na niemożność obcięcia rury kilowej pod Mosquito ze względu na długą kieszeń kilową. Na placu boju zostały nowsze konstrukcje nie posiadające tej wady takie jak Airborne Fun 190, Icaro Relax 18 i wreszcie Seedwings Funky 17, który jako jedyny w kategorii "floater" czyli lotnia z otwartym dźwigarem, inaczej: z ok. 30% podwójnego poszycia posiada niemiecki atest DULV do latania z napędem. Jako że z tej trójki Funky 17 był najłatwiejszy do zdobycia (notorycznie pojawia się jakaś używka na giełdzie DHV) to ostatecznie stałem się jego posiadaczem, po dwukrotnym przekroczeniu budżetu jaki początkowo przewidywałem na lotnię. Na moim już Funky 17 do dnia dzisiejszego zrobiłem kilkadziesiąt lotów swobodnych w ramach II i III etapu, 2 hole, 3 loty na Mosquito i nie mam powodów do narzekań.

   ROLAND  REMIGIUSZ  Ż 

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com