Latając z mosquito trzeba umiejętnie zmierzyć się z niebanalną logistyką. Rozłożenie sprzętu to nie problem, schody zaczynają się przy wpinaniu się w kokon i w lotnię oraz odpalaniu silnika. Bardzo ciężko jest to wykonać w pojedynkę, dlatego najlepiej pomóc sobie drugą osobą trzymającą lotnię bądź też uzdą, bez angażowania w to osób trzecich:

Zaczynamy od przygotowania pewnego punktu mocowania do ziemi. Ja stosuję 40-centymetrowy pręt, który wbijam młotkiem pod kątem 30 stopni do gruntu. Późniejsze wyciągnięcie prętu nie stanowi problemu - mocno ciągniemy za linkę w linii wbicia i pręt ładnie wychodzi. Niektórzy stosują też coś jakby kilkukrotnie powiększony korkociąg, który wkręcają w ziemię. Nie próbowałem ale podobno też się sprawdza.

Z drugiej strony przywiązujemy króciutką (ok. 10 cm) linkę z pętelką do lotni. Jedynym pewnym miejscem umocowania są oczka zaczepiające linki idące od dziobu do sterownicy - element występujący w każdej lotni.

Do prętu wbitego w ziemię przywiązujemy linkę która na długości ok. 1 metra ma drugą, niewielką pętelkę. Po podkołowaniu lotnią pod stanowisko mocowania przekładamy jedną pętelkę przez drugą i blokujemy zawleczką.

Zawleczkę wykonałem z kawałka szprychy rowerowej, odpowiednio wygiętej oraz obrobionej: koniec wyszlifowany na półokrągło, pętelka zabezpieczona rurką termokurczliwą.

Do zawleczki przywiązany jest kolejny odcinek linki, który z jednej strony łączy się z główną linką dowiązaną do ziemi (dzięki temu mamy tylko jeden kawałek, dodatkowo pewnie przytwierdzony do ziemi więc łatwo nie zginie) a z drugiej przywiązany jest (tymczasowo) do ramienia lotni:

W tej pozycji lotnia jest pewnie zamocowana w bezpiecznej pozycji, bardzo łatwo jest wtedy podejść od tyłu z napędem i podwiesić go, następnie "uszpeić" się w kaski, rękawiczki itd i wpiąć do kokonu. Odpalanie i grzanie silnika najlepiej przeprowadzać przy lotni wciąż trzymanej za uzdę.

Dopiero tuż przed startem odwiązujemy linkę zwalniającą od ramienia sterownicy, energicznie ją pociągamy zwalniając zaczep i następnie (bardzo ważne!) powolutku przechodzimy 2-3 metry do przodu, żeby przypadkowo śmigło nie poderwało i nie zawinęło leżącej luźno na ziemi linki. Teraz wystarczy się sprężyć i wystartować, a jak to zrobić to nie muszę mówić gdyż każdy kto w praktyce znajdzie się w tej sytuacji będzie wiedział jak to zrobić, jeśli zaś nie będzie wiedział gdyż w mniej lub bardziej przypadkowy sposób znalazł się podpięty pod lotnią z napędem Mosquito to o ile nie jest we śnie niech lepiej zaniecha próby startu gdyż ta najprawdopodobniej skończy się spektakularną kraksą.

Mając na koncie około 30 startów wspomaganych tymże prostym zaczepem wypada mi uczciwie wspomnieć o dwóch zauważonych przeze mnie wadach:
-Jeśli warunki są mocno termiczne to może się zdarzyć że wiatr "podwieje" lotnię od tyłu, w takim to przypadku lotnia niehybnie poleci na dziób. Raz mi się coś takiego przytrafiło. Dociążenie lotni podpiętym napędem Mosquito zapobiega takimu zjawisku.
-Po ekscytującym locie nie należy zapomnieć o znalezieniu (może być problem!) oraz wyjęciu i zabraniu ze sobą wbitego w ziemię pręta wraz z linką. Mi już dwukrotnie udało się o tym zapomnieć.

 

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com