Lotne Boże Ciało w Międzygórzu
Gdy wieje zachód to nikt nie namówi mnie na żaden wyjazd na latanie, jako że całe potężne pasmo Masywu Śnieżnika, o którego podstawy mieszkam jest na ten właśnie kierunek. Ranek nie wyglądał zachęcająco, w nocy przechodził chłodny front, było wilgotno i pochmurno. Stopniowo jednak przejaśniało się i o 12 ustabilizowała się piękna, cumulusowa pogoda. Na starcie byłem około 14, dosłownie kilka dni temu skoszono trawę i zebrano siano a więc wreszcie koniec z prawie dwumiesięczną przerwą na latanie z tego miejsca. Warunki wyglądały zbyt dobrze, bałem się dlatego wystartowałem dopiero o 16 z minutami. Po starcie wszelkie moje obawy puściły, było termicznie ale spokojnie.
Doleciałem nad zbocze Kocyry podkręcając w kilku miejscach. Żagiel pozwalał na bezproblemowe utrzymywanie się, dlatego zostawiłem silnik ja jałowych obrotach, jak się miało później okazać na przeszło 40 minut. W pewnym momencie złapałem konkretne noszenie w którym doszedłem podstawy pulchnego cumulusa. Och jak pięknie oglądać jest teren z wysokości ponad kilometra! Chciałoby się z tej wysokości polecieć gdzieś poza horyzont. Niestety cumulus pod którym byłem był już jednym z ostatnich, z zachodu niebo zaczynało się kitować.

Następnie zaczepiłem się na żaglu nad górą Igliczną z kościołem tuż poniżej szczytu. Warunki wyraźnie osłabły, z wielką trudnością utrzymywałem wysokość. Raz nawet poszły jakieś bąble ale zrobiłem w nich zaledwie 100 metrów nad szczyt. Gdy spadłem poniżej kościoła skorzystałem z silnika, przeskoczyłem dolinę Wilczki i ponownie zaczepiłem się na żaglu na Kocurach. Było tu wyraźnie lepiej, po 10 minutach postanowiłem polecieć na jeszcze jedno zbocze, bardziej wystawione na południe (była spora odchyłka południowa). Zbocze okazało się być bardzo wąskie a przedpole usiane przeszkodami tak więc czym prędzej czmychnąłem stamtąd. Ustawiłem obroty lotu poziomego i poleciałem oblecieć wiochy. Nad domami jak zwykle potrafiło nieźle poszarpać, mino że niebo zakitowało się już zupełnie. Nad lądowiskiem na 150 metrach zgasiłem silnik, jednocześnie zaciągnąłem hamulec śmigła, co skończyło się urwaniem jego linki. Trudno, znów trzeba będzie poprawiać szwedów, przeraża mnie prowizorka pewnych rozwiązań w napędzie Mosquito. Lądowanie przy wietrze 1 m/s. Godzina i 20 minut w powietrzu. Film z lotu:













