Sobota 12 lutego przywitała mnie rewelacyjną pogodą. Niebo praktycznie bezchmurne i lekki, północny wiatr. Zimno, ale powyżej zera. Po dopieszczaniu sprzętu zakończonym poprzedniego wieczora z ochotą wybrałem się na lot z napędem. Delikatny wiatr pomógł mi przy starcie i po kilku krokach znalazłem się w powietrzu. Jednak z powodu zbyt dużej temperatury silnika wynikłej z niedokładnej regulacji gaźnika nie zdecydowałem się na odejście na dłuższą trasę i na niskich obrotach pokręciłem się trochę nad miejscowymi kontrastami terenowymi, które dawały noszenia do 0.5 m/s. Lot trwał 10 minut. Jak się później dowiedziałem w tym samym czasie ekipa paralotniarzy okupowała Czarną Górę, odległą około 10 km od miejsca w którym ja latałem. Jednakże Czarna Góra jest miejscem praktycznie spalonym na latanie na lotni, lądowisko jest mocno nachylonym zboczem na którym da się w poprzek siąść glajtem ale lotnią już nie.

W sobotę wieczorem skorygowałem ustawienia gaźnika i szykowałem się na lot sprawdzający w niedzielę, jako że prognoza była optymistyczna. Na miejscu zastałem lekki wiatr z północy, po przygotowaniu do startu zmienił się na południowy, zaś w powietrzu okazało się że kierunek jest południowo-wschodni a prędkość pod wiatr względem GPS-a wynosząca 10-12 km/h świadczyła o jego naprawdę dużej sile. Dodatkowo silna turbulencja nie zachęcała do przebywania w powietrzu i po 20 minutach lotu przymierzałem się do lądowania, przedtem uważnie przyglądając się wskaźnikowi wiatru. Po wylądowaniu wiatr zmienił się na zachodni co już zupełnie wprawiło mnie w zakłopotanie. Wróciłem do domu i dzień zakończyłem na wycieczce rowerowej po górach, najdziwniejsze że potem wszędzie panowała już absolutna cisza w powietrzu. Bardzo dziwny dzień.

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com